|
Koncepcja bonów oświatowych stworzona została przez liberalnego amerykańskiego ekonomistę Miltona Friedmana. W największym skrócie polega ona na tym, że publiczne pieniądze przeznaczone na edukację dzielone są przez liczbę beneficjentów. Tak obliczona kwota jednostkowa przekazywana jest placówce oświatowej, w której uczeń zdecyduje się uczyć. Pieniądze idą zatem za uczniem.
Szkoły, aby móc dalej funkcjonować, muszą walczyć o uczniów. Niewątpliwie głównym narzędziem konkurencji będzie przedstawienie takiej oferty programowej, która umożliwi znalezienie dobrego zawodu bądź dostanie się do wymarzonej szkoły. Nietrudno domyśleć się, że w takiej sytuacji szkoły będą musiały same kształtować program nauczania (przy, oczywiście, zachowaniu pewnego minimum programowego). Dzięki temu rodzice oraz społeczności lokalne mają większy wpływ na szkoły. Dzięki konkurencji możliwa będzie specjalizacja szkół wewnątrz danego rodzaju (szczególnie na poziomie średnim). I tak pewne licea będą specjalizować się w przedmiotach wymaganych na politechnice, a inne – na uczelniach ekonomicznych. Oczywiście może zdarzyć się tak, że pieniądze przekazywane z podatków mogą nie wystarczyć na pokrycie kosztów edukacji, przypadających na jednego ucznia. Rozwiązaniem byłoby wprowadzenie dodatkowych opłat za nauczanie. Teraz tego typu forma finansowania również istnieje obecnie – w postaci składek na komitet rodzicielski. Wysokość ewentualnych dopłat uzależniona byłaby od tego, w jakim stopniu edukacja finansowana byłaby z naszych podatków. Nie będzie wtedy już podziału na szkoły publiczne i prywatne – będzie podział na szkoły lepsze i gorsze. Forma własności nie będzie miała żadnego znaczenia. Osoby ubogie mogłyby ubiegać się o stypendia ze środków publicznych. Jak wiele osób zauważyło, problemem w finansowaniu edukacji przy pomocy bonu oświatowego są małe wiejskie szkoły – finansowanie tą metodą oznaczałoby ich niechybną likwidację, co nie będzie korzystne przede wszystkim dla dzieci (konieczność dłuższych dojazdów, nauka w liczniejszych klasach). Wyjściem z tej sytuacji byłoby wprowadzenie specjalnych dotacji, pokrywających te straty. Jeżeli finansowanie oświaty poprzez bon edukacyjny na poziomie podstawowym i średnim jest tak skuteczne, to dlaczego zatem nie zostało to jeszcze wprowadzone? Odpowiedź tkwi w oporze zarówno urzędników – stracą przez to ogromny wpływ na szkołę poprzez ograniczone możliwości kształtowania programu (który bardzo często był zmieniany), jak i nauczycieli, w szczególności tych słabych - słabe wyniki nauczania lub niewłaściwe metody wychowawcze spowodować mogą, że zmniejszy się liczba chętnych, chcących uczyć się w danej szkole. Będą oni poza tym musieli nieustannie dostosowywać swoją wiedzę do wymagań uczniom przez szkoły stojące na wyższym szczeblu edukacji. Mam nadzieję, że bon oświatowy, mimo oporu, zostanie kiedyś w Polsce wprowadzony. Odsłon: 454
|
- Proszę utrzymaj temat wiadomości związany z przedmiotem artykułu.
- Osobiste słowne ataki będą usunięte.
- Proszę nie używaj komentarzy, by zatkać twoją witrynę. Taki materiał będzie usunięty.
- Upewnij się zanim klikniesz przycisk 'Wyślij', czy widzisz poprawny kod zabezpieczń chroniący naszą witrynę przed spamem. Jeśli nie, kliknij *Odśwież Stronę* w twojrej przeglądarce.
- Jeśli nie możesz przesłąćzawartości prawdopodobnie wpisano zły kod bezpieczeństwa.
|
Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com All right reserved |